Wydrukuj tę stronę
poniedziałek, 04 lutego 2013 14:31

„Życie Pi” Wyróżniony

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Zycie PIHinduski chłopiec uwięziony wraz z potężnym tygrysem na malutkiej szalupie gdzieś pośrodku oceanu — tak reklamowany jest na plakatach i zwiastunach najnowszy film Anga Lee, wybitnego tajwańskiego reżysera, nagrodzonego w 2006 r. Oscarem za głośny, gejowski melodramat „Tajemnica Brokeback Mountain".

Ale o co chodzi w tej historii? Skąd się wziął tak niezwykły pomysł i czy wystarczy on na pełnometrażowy, ponad dwugodzinny film? Otóż „Życie Pi" jest adaptacją bestsellerowej, wydanej także w Polsce i sprzedanej na całym świecie już w ponad 9 milionach egzemplarzy oraz nagrodzonej prestiżową nagrodą Bookera, powieści kanadyjskiego pisarza Yanna Martela. Utworu wyjątkowo oryginalnego, który łączy drastyczne, reportażowe opisy z mistycyzmem i filozoficznymi poszukiwaniami natury Boga i świata. Tytułowemu bohaterowi udaje się przeżyć katastrofę statku, przewożącego dzikie zwierzęta z prywatnego zoo z Indii do Ameryki. W małej łodzi, dryfującej po Pacyfiku, toczy się walka o przetrwanie między jedynym przedstawicielem gatunku ludzkiego a zebrą, orangutanem, hieną i — przede wszystkim — samcem tygrysa bengalskiego imieniem Richard Parker. Podróż ta trwa 227 dni i staje się dla młodego chłopaka prawdziwą szkołą życia, podczas której zgłębia on tajemnice świata, przyrody i religii (zwłaszcza, że przed wypadkiem wychowywany był pod wpływem trzech wielkich religii: chrześcijaństwa, hinduizmu i islamu, a teraz te nauki porównuje i konfrontuje z brutalną rzeczywistością). Do tego dochodzi kilka różnych zakończeń tej historii i nieliniowość narracji, gdyż część wydarzeń zgoła inaczej przedstawia załoga japońskiego statku ratunkowego...


Z oczywistych więc względów książka ta uchodziła za niemożliwą do sfilmowania. I mimo, że prawa do ekranizacji w Hollywood zakupiono wkrótce po jej wydaniu, kolejni znani reżyserzy wycofywali się z produkcji, w tym m.in. Alfonso Cuarón („Harry Potter i więzień Azkabanu", „Ludzkie dzieci"), Jean-Pierre Jeunet („Obcy: Przebudzenie", „Amelia") czy M. Night Shyamalan („Szósty zmysł", „Osada").
Realizacji podjął się ostatecznie Ang Lee, którego bez cienia przesady można nazwać najbardziej wszechstronnym współczesnym twórcą filmowym (pewnie obok Martina Scorsese czy Stevena Spielberga). Jego filmy, takie jak: adaptacja XIX-wiecznej literatury angielskiej „Rozważna i romantyczna" (na podstawie powieści Jane Austen, rzecz jasna), chińska baśń kung-fu „Przyczajony tygrys, ukryty smok", komiksowy „Hulk" czy wspomniana „Tajemnica Brokeback Mountain" mówią same za siebie.


Lee postawił przy tym na epickość i żywiołowość, tworząc poetyckie widowisko o egzystencjalnej wyprawie człowieka w świat okrutnej przyrody, ale i w głąb samego siebie. Ogromny — jak na tego typu, pełen duchowości, film — budżet w wysokości 120 milionów dolarów pochłonęły: efekty wizualne komputerowo animowanych zwierząt (grający główną rolę Suraj Sharma tak naprawdę nie spędził ani chwili na jednej łódce z żadnym tygrysem!) oraz wybudowany od podstaw zbiornik wodny o pojemności ponad 440 tys. litrów, w którym w kontrolowanych warunkach odtworzono sztorm zatapiający statek wraz z całą menażerią.
Jednocześnie reżyser, zachowując treść i charakter książki, na której oparł swój film, obsadził prawie wyłącznie mało znanych aktorów z Indii — świadomie rezygnując z amerykańskich gwiazd. Sceny z zaangażowanym początkowo na prośbę wytwórni Tobeyem Maguire'em (popularnym Spider-Manem z trylogii Sama Raimiego) wycięto i zmieniono. A jedyną rozpoznawalną postać ze świata show-businessu odnajdziemy na ekranie w małej rólce kucharza, w którą wcielił się ceniony francuski (a teraz już rosyjski, mówiąc pół żartem) aktor Gérard Depardieu.


Obraz — nazywany już „Avatarem" dla intelektualistów — trafia do kin w efektownym 3D, podkreślającym magię zdjęć Claudio Mirandy, operatora znanego już z pracy nad tak wymagającymi wizualnie filmami, jak „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" czy „Tron: Dziedzictwo". Całość ilustruje nastrojowa, wykorzystująca hinduskie brzmienia, muzyka Mychaela Danny (nagrodzonego już zresztą za te kompozycje Złotym Globem).
Walory techniczne, artystyczne i intelektualne „Życia Pi" doceniła też amerykańska Akademia Filmowa, przyznając mu aż 11 nominacji do tegorocznych Oscarów, w tym za najlepszy film, reżyserię, scenariusz, zdjęcia, muzykę, efekty wizualne i dźwiękowe, itd.

 

Autor: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Czytany 69948 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 05 lutego 2013 07:15

Artykuły powiązane